Opis
Wczesnym popołudniem pewnego zimowego dnia do górnej stacji kolejki linowej na Kasprowym Wierchu dociera wagonik kolejki. Warunki są trudne, wieje silny wiatr i pada gęsty śnieg. Zgodnie z praktyką w takich sytuacjach na górę wwiezieni zostają tylko narciarze.
Gdy są już na stacji, jeden z nich stwierdza, że nigdzie nie może znaleźć swojej żony Joanny. Zaklina się, że jeszcze przed chwilą widział ją w wagoniku. Panikuje, wpada w histerię, i możliwe, że to jego zachowanie doprowadza do tragedii: inny pasażer umiera, prawdopodobnie na zawał.
Tymczasem wiatr jest już tak silny, że nie ma mowy o tym, by kolejka zjechała na dół i zwiozła pechowych turystów. Warunki w obu kotłach także są fatalne i nikt nie odważa się, zjechać do Kuźnic na nartach. Pasażerowie utknęli więc na górze i muszą czekać na poprawę pogody.
Mężczyzna nadal twierdzi, że w wagoniku jechała jego żona, lecz nikt mu nie wierzy. Wtedy zgłasza się Iza, która przypomina sobie Joannę. Jest pewna, że widziała kobietę podczas jazdy kolejką. Problem polega na tym, że tylko ona ją pamięta. Oraz na tym, że Joanny rzeczywiście nigdzie nie ma.
Iza, narratorka powieści, która wybrała się na Kasprowy, żeby uporać się z własnymi demonami przeszłości, krok po kroku angażuje się w sprawę wyjaśnienia zaginięcia kobiety. Odkrywa tajemnicze fakty z życia Joanny i powiązania innych pasażerów kolejki z tą tajemniczą sprawą.
Czy Joanna nadal żyje? Jeśli tak, co się z nią stało? Czy któryś z pasażerów kolejki miał coś wspólnego z jej zniknięciem? A może Joanna nigdy nie istniała?
Rozwiązanie zagadki, stanie się dla Izy ogromnym wyzwaniem, za które będzie musiała zapłacić także osobistą cenę.
Powieść „Widziałam Joannę” została wydana dzięki wsparciu Polskich Kolei Linowych w ramach programu „PKL– Pasje Górą”.
Autor dziękuje za okazaną mu życzliwość i wszelką pomoc merytoryczną wielu pracownikom PKL, za czas poświęcony na rozmowy o funkcjonowaniu kolejki i stacji na Kasprowym Wierchu.
Patronat medialny: Tygodnik Podhalański, podhale24.pl, kulturapodhala.pl, Radio Alex
– Ale ludzie! Błagam, zrozumcie! Moja żona zniknęła! Była w kolejce, przysięgam! Ale tutaj nie wysiadła! Zniknęła! Trzeba ją znaleźć! – Mężczyzna wyszedł na środek poczekalni i rozglądał się, szukając wsparcia, ale ci, którzy jeszcze nie tak dawno byli jego towarzyszami podróży w wagoniku kolejki, stali teraz oniemiali i zakłopotani.
– Trzeba to wysłać pana do lekarza – szydził łysy. – Ale zupełnie innej specjalności! Wariat pan jesteś i już! Sam pan mówi, że tu nie wysiadła, tak? To dlaczego mielibyśmy jej tutaj szukać?
– Albo pijany jest! Sprawdziliście go alkomatem? – krzyknął ktoś inny.
Zamknęła oczy. Z rozpaczy i bezradności. Wiedziała już, że to się nie uda, że nie ma szans na spokój, wyciszenie, zapomnienie. Cały misterny plan legł w gruzach. Katastrofa. Piotr, pomóż…
– Dość! – krzyknęła, otwierając oczy. – Dość, ludzie! Przecież on mówi prawdę! Ona tam była! Ja ją widziałam. Widziałam, kobietę w kawowej pikowanej kurtce! Jechała kolejką! Stała obok mnie! Widziałam tę jego Joannę.











