Wydawnictwo Astraia

Drogami skalnej ziemi

120,00 

Autorzy: Hanna Pieńkowska, Tadeusz Staich

wydawnictwo: Astraia
rok wydania: 2021, 2 wydanie
oprawa półtwarda, 440 s.
format: 165×235
ISBN: 978-83-65686-53-4

Opis

Drogami skalnej ziemi. Podtatrzańska włóczęga krajoznawcza – drugie wydanie pięknego dzieła Hanny Pieńkowskiej i Tadeusza Staicha, książki okrzykniętej z biegiem czasu mianem „biblii podhalańskiej”, uhonorowanej w 1957 roku nagrodą literacką miasta Zakopanego, właśnie ujrzało światło dzienne. Dzieło to zyskało renomę i zostało docenione przez liczne grono krajoznawców, przewodników i innych osób zawodowo zajmujących się poruszanymi w nim tematami. Jej ogromna wartość ­literacka i merytoryczna skłoniła wydawnictwo Astraia do podjęcia zaszczytnej próby drugiego wydania, na które tak liczył Tadeusz Staich i do którego rozpoczął przygotowania pod koniec swojego życia. Po latach, dzięki wsparciu Miasta Zakopanego i innych partnerów, to wielkie przedsięwzięcie doszło właśnie do skutku. Zadaniu temu oddaliśmy mnóstwo naszego serca, na które księga Drogami skalnej ziemi z całą pewnością zasługuje.

Książka uzyskała nową szatę graficzną, nowe opracowanie i nową redakcję. To wydanie zawiera też prawie dwieście fotografii Władysława Wernera, czyli lwią część oryginalnego materiału fotograficznego z pierwszego wydania, uzupełnionego o inne starannie dobrane zdjęcia. Aby można było łatwo nawiązać do teraźniejszości danego miejsca, ­zastosowaliśmy umieszczone na marginesach kody qr, które prowadzą do wartych odwiedzenia stron internetowych opisywanych miejsc, gmin, zabytków, czasem przykładów muzycznych, a także do dzieł, które były dla autorów inspiracją, a niekiedy i cenną wskazówką. Pod kilkoma kodami kryją się również archiwalne nagrania głosu samego Tadeusza Staicha recytującego swoje utwory poetyckie. Dzięki tym cennym dodatkom i uzupełnieniom książka zyskała jeszcze inne, nowsze, bardziej współczesne oblicze.
Mamy nadzieję, że to nowe wydanie znajdzie przychylność i uznanie.

Słowo wstępu, aby miało sens i przydatność, trzeba zacząć od niepopularnego stwierdzenie, że tylko piesza wędrówka, wolna od niecierpliwego czasu, może przynieść korzyść z wydania takiej, jak te, książki. Gorący sprzeciw budzi u schyłku XX wieku zdanie, że górska kolejka linowa nie ułatwia turystyki. A jednak tak właśnie jest? Nie tutaj miejsce, by myśl tę nie narodzoną w naukowym laboratorium, mało mającą wspólnego z teorią, analizować i bronić przed społecznym atakiem lub co najmniej powszechną niechęcią.
Natomiast od razu trzeba powiedzieć na podstawie wieloletniego doświadczenia poprzez zawód przewodnika, że obserwowanie przez szyby samochodu przesuwającego się jak na taśmie filmowej krajobrazu, z rzadkimi tylko postojami dla zaczerpnięcia powietrza i wyprostowania nóg, nie doprowadzi do napisania książki typu krajoznawczego. Jest to po prostu niemożliwe. Przypomina się tutaj norwidowska myśl, że woda wypita ustami wprost z krynicy lepiej smakuje i gasi pragnie nie, niż woda podana z wodociągu. Ale żeby dotknąć ustami krynicy, trzeba przyklęknąć i położyć się nad zdrojem.
Wartość zdobyta poprzez spory trud osobisty dłużej pozostaje w pamięci i silniej utrwala przeżycie.
Gdyby założyć, że postawimy pomnik jednej z najbardziej „matczynych” matek polskich, Katarzynie Smreczyńskiej – matce Orkana, to, by rzeczywiście spełniał on swój cel, pozwalał na przeżycie myśli, które poprzez swoje istnienie niesie, musiałby stanąć z dala od łatwego traktu samochodowego. Trzeba bałoby zatrzymać w terenie wóz, udać się pieszo miedzą lub polną dróżką, pod pomnik i w ten sposób przysposobionym, pożytecznie spędzić przy nim chwilą refleksji.
Tego rodzaju założenia powzięte z namysłu i praktycznego rozeznania, doprowadziły do napisania tej książki. Pisaliśmy ją, włócząc się z pewnym oczywiście planem, przez czterdzieści miesięcy wiosennych, letnich i jesiennych, chód wśród nich znalazło się również kilka miesięcy zimowych. Piątek czy świątek, chlapa czy słonko na wysokim niebie, upał czy mrozik – dyktowały krok, czas, uśmiech i zachwyt. Chodziliśmy w czwórkę, czasem w piątkę, ale zawsze w towarzystwie „Świątkarza”, czyli niezapomnianego Jaśka Plucińskiego-Cułego ze Spisza. Nieraz już po kilku albo i kilkunastu godzinach dziennej wędrówki i wielu wśród niej krótszych lub dłuższych przystanków mieliśmy dość zimna, mgły, deszczu. Wtedy Jasiek, któremu zawsze było ciepło na sercu, wchodził do pierwszej lepszej chałupy, aby wykombinować dla nas nocleg, i już od progu wołał: – Dobre popołudnie! Jakoz sie miewocie? A nie mocie ta dla nos jaki go kisconego mlyka? Zazwyczaj był i nocleg, i „kiscone” czyli kwaśne albo zsiadłe, bardzo już dawno w odpowiedniej beczce zakwaszone mleko. Cóż było robić! Przyzwyczailiśmy temperaturę naszych ciał tu dzież nasze żołądki do tego smakołyku…
I to wszystko, te uwarunkowania i same warunki, wcale ale to wcale nie miały cech jakiejś tkliwej czy może teatralnej romentyczności, nic z tych rzeczy, przeciwnie, to były realia prawdziwie ułatwiające nam poznawanie świata gór i górali. Któż to do końca zrozumie i rzetelnie oceni? ­Chyba tylko inny włóczęga posuwający się naszym tropem…
Tak więc w ciągu tych czterdziestu miesięcy rodził się dokiment chwili, dokument w zasadzie już nienowtarzalny, sprawy i zjawiska uchwycona w ściśle określonym czasie, dziejące się pośród ludzi, z których wielu się minęło.
Na koniec minęła się niespodziewanie, w czasie konsekwentnie i dobrze dobieranej w codziennym trudzie do celu drogi, współautorka tej książki – Hanna Pieńkowska.
Minął się autor znakomitych, niepowtarzalnych zdjęć, Władysła Werner.
Minął się niezastąpiony przewodnik–opiekun – Jasiek Pluciński.
Stało się więc oczywiste, że drugie wydanie tej od dłuższego czasu poszukiwanej książki, po z górą trzydziestu latach od jej ukazania się, mogło pozostać tylko i wyłącznie dokumentem. Trzeba by obecnie tworzyć całkowicie nową książkę, aby uwzględnić liczne i duże zmiany w krajobrazie Tatr i Podhala, chłopskiego bytowania, obrzędu i obyczaju, substancji zabytkowej, rodzaju i form działalności gospodarczej człowieka.
Wystarczy wspomnieć o niektórych tylko przeobrażeniach naturalnych i sztucznych, tych ostatnich zresztą w ogromnej większości. Czas przy tym był bezlitosny dla wszystkiego co stare i dla wszystkiego, co… nowe, co miało narodzić się ku większemu, bardziej ekonomicznemu pięknu i bardziej uzasadnionemu pożytkowi.

Tadeusz Staich, 1987 r.

…Nasze przeżycia, doznania odkrycia i obserwacje ogromnieją, rosną w myślach – i kurczą się, karleją, wypowiadane słowami. Trudno jest bowiem z bogatego ładunku wybrać celnym słowem sprawy najbardziej istotne, trudno odłączyć sprawy nieważne od spraw zasadniczej wagi. Lice ziemi, po której wędrowaliśmy przez szereg tygodni, odsłoniły nam wiele tajemnic, aby jednocześnie spiętrzyć problemy i sprawy trudne, niemożliwe dzisiaj rozwiązania.
Mówiąc o naszej wędrówce drogami skalnej ziemi, pragniemy przyjaciołom naszym przybliżyć krainę Podhala, Spisza i Orawy w całej różnorodności zagadnień. Pragniemy pokazać drogę do bogactw tej ziemi, drogę przebytą przez historyka sztuki oraz turystę i przewodnika tatrzańskiego… Urzeczeni pięknem zielonego świata i wyrosłej zeń kultury człowieka, dzielimy się naszymi wrażeniami, aby zachęcić innych do wędrówki.
Włóczęga nasza rozpoczęta w Tatrach prowadziła ważniejszymi drogami skalnej ziemi, obejmując wiele wsi Podtatrza, a więc Podhala, Spisza i Orawy. Ponadto włączyliśmy do naszej wędrówki rejon pienińskiego przełomu Dunajca oraz kilka miejscowości wchodzących w skład dawnego starostwa czorsztyńskiego…
Zarówno podczas samej wędrówki jak i w czasie pisania książki, zaznaliśmy bardzo wiele serdecznej, ofiarnej pomocy ze strony ludności góralskiej naszych towarzyszy i przyjaciół oraz zarządów muzeów i bibliotek… Serdecznie dziękujemy koledze Władysławowi Wernerowi, artyście-fotografikowi, który mimo bardzo krótkiego czasu potrafił przekazać nam tak obfity i piękny materiał ilustracyjny. k

Hanna Pieńkowska
Tadeusz Staich

Zakopane–Kraków, w marcu 1955 roku
fragmenty noty od autorów do pierwszego wydania

Drodzy i szanowni Czytelnicy, oto doczekaliśmy tego wspaniałego dnia, gdy drugie wydanie pięknego dzieła Hanny Pieńkowskiej i Tadeusza Staicha Drogami skalnej ziemi. Podtatrzańska włóczęga krajoznawcza ujrzało światło dzienne. Książka, z biegiem czasu okrzyknięta mianem „biblii podhalańskiej”, w 1957 roku uhonorowana została nagrodą literacką miasta Zakopanego. Rzeczywiście zyskała ona renomę i została doceniona przez liczne grono osób zawodowo zajmujących się poruszanymi tutaj tematami, zyskując sympatię krajoznawców i przewodników. Dzisiaj, po upływie wielu lat, wydawać by się mogło, że księga ta leży zakurzona w bibliotekach, na strychach, na półkach bibliofilów i że tak już pozostanie. Jednak jej ogromna wartość literacka i merytoryczna skłoniła nas do podjęcia zaszczytnej próby drugiego wydania, na które tak liczył Tadeusz Staich i do którego rozpoczął przygotowania pod koniec swojego życia. Nie była to zresztą jedyna próba, ale dopiero niniejsza jest spełnieniem jego zamiarów. Po latach snucia planów, obmyślania projektów i licznych rozmowach z wdową po autorze – Zofią Stojakowską-Staichową oraz Piotrem Pieńkowskim, synem autorów, dzięki wsparciu Miasta Zakopanego i innych partnerów to wielkie przedsięwzięcie doszło właśnie do skutku. Do wyzwania podeszliśmy z ogromnym wzruszeniem, ale też ze świadomością ciążącej na nas ogromnej odpowiedzialności, dlatego też poprosiliśmy znawców tematu o radę i merytoryczne wsparcie. W tym miejscu chcieliśmy szczególnie gorąco podziękować panom red. Zbigniewowi Ładyginowi i dr. Wiesławowi A. Wójcikowi, bez których ogromnego zaangażowania i nieocenionej pomocy ta praca byłaby niepełna. Zadaniu temu ­oddaliśmy mnóstwo naszego serca, na które księga Drogami skalnej ziemi z całą pewnością zasługuje.

Nowe wydanie nie byłoby możliwe bez wsparcia Miasta Zakopanego, za które Włodarzowi, Burmistrzowi Leszkowi Doruli, oraz jego zastępczyni Agnieszce Nowak-Gąsienicy serdecznie dziękujemy. To także echo ważkiej nagrody sprzed kilkudziesięciu laty sprawiło, że po tylu latach warto było dzieło Pieńkowskiej i Staicha od nowa wziąć na warsztat.
Za pomoc i wsparcie, dzięki któremu ta książka mogła zyskać niniejszą formę, dziękujemy ­również podtatrzańskim gminom i ich włodarzom. Słowa podziękowania kierujemy zatem do ­Miasta Nowy Targ i jego Burmistrza Grzegorza Watychy, a także do Gminy Czarny Dunajec i jej Wójta Marcina Ratułowskiego, Gminy Szaflary i jej Wójta Rafała Szkaradzińskiego, Gminy Czorsztyn i jej Wójta Tadeusza Wacha, Gminy Łapsze Niżne i jej Wójta Jakuba Jamroza, Gminy Kościelisko i jej Wójta Romana Krupy, Gminy Jabłonka i jej Wójta Antoniego Karlaka, Gminy Biały Dunajec i jej Wójta Andrzeja Jacka Nowaka, Gminy Bukowina Tatrzańska i jej Wójta Andrzeja Pietrzyka. Na terenie m.in. tych gmin mieszczą się miejsca odwiedzone przez autorów. A dodajmy, miejsca, których w takim kształcie, jak opisany w książce, już często nie zobaczymy.

W nocie edytorskiej dr Wiesław A. Wójcik opisuje zmiany redakcyjne, które zostały powzięte. Uzupełniając te informacje, chcemy zaznaczyć, jakie inne zmiany pojawiły się w stosunku do pierwszego wydania. Tytuł drugiego rozdziału został poszerzony o opisywaną tamże ziemię pienińską, zresztą zgodnie z intencją Tadeusza Staicha względem zmian tytułów w planowanym przed laty drugim wydaniu. W toku prac przygotowawczych udało nam się dotrzeć do większości, ale niestety nie do wszystkich archiwalnych zdjęć Władysława Wernera i fotografii z archiwum T. i S. Zwolińskich. W poszukiwaniach kluczową rolę odegrała pomoc red. Zbigniewa Ładygina, wieloletniego szefa Działu Wydawnictw TPN, który dzielił się swoją wiedzą na temat istniejących fotografii, niezwykle skutecznie je odnajdując. W tym miejscu dziękujemy także Dyrektor Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, Pani Annie Wende-Surmiak, oraz jej zespołowi pp. Annie Kozak, szefowej Działu Etnograficznego, Helenie Pitoń, kierowniczce Działu Sztuki, a szczególnie Danucie Janusz, kierowniczce Biblioteki i Archiwum oraz Rafałowi Jabłońskiemu-Zelkowi, który ma pod opieką zbiory fotograficzne. Dzięki tej pomocy udało się zawrzeć w książce lwią część oryginalnego materiału fotograficznego z pierwszego wydania, który uzupełniliśmy o starannie dobrane zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego, archiwum Polona.pl, inne zdjęcia z archiwum Muzeum Tatrzańskiego, archiwum Muzeum Przypkowskich z Jędrzejowa oraz z innych prywatnych zbiorów. Podpisy do zdjęć przejętych z pierwszego wydania powtórzyliśmy za oryginałem, zaś podpisy do pozostałych, uzupełniających zdjęć pochodzą od redakcji niniejszego wydania. Tylko jedna fotografia Wernera, zdjęcie autorów prezentowane obok, jest współcześnie kolorowana. Ufamy, że autorzy wybaczyliby nam tę ingerencję, uznaliśmy bowiem za celowe ukazanie obu autorów w kolorze, który nadaje zupełnie inny, niekiedy bardziej realny, rzeczywisty ton tej starej fotografii. Dla tych, którzy, tak jak my, nie mieli okazji poznać obojga autorów, może to być jedyna okazja, by przyjrzeć się im w niemal naturalnej postaci podczas pracy nad tą właśnie książką przy kapliczce w Cichem (stojącej tam do dzisiaj, podajemy dane lokalizacji). Staraliśmy się również, by dzieło zyskało na czytelności, dlatego zastosowaliśmy żywą paginę ułatwiającą orientację w tekście, a także podtytuły z opisywanymi z miejscami. Opracowaliśmy również nowy, poszerzony spis treści. Aby można było łatwo nawiązać również do teraźniejszości danego miejsca, zastosowaliśmy umieszczone na marginesach kody QR, które prowadzą do wartych odwiedzenia stron internetowych opisywanych miejsc, gmin, zabytków, czasem przykładów muzycznych, a także do dzieł, które były dla autorów inspiracją, a niekiedy i cenną wskazówką. Pod kilkoma kodami kryją się również archiwalne nagrania głosu samego Tadeusza Staicha recytującego swoje utwory poetyckie. Dzięki tym dodatkom książka zyska jeszcze inne, nowe oblicze, poszerzone wieloma cennymi uzupełnieniami.

Mamy nadzieję, że to nowe wydanie zyska Państwa przychylność i uznanie. Mocno wierzymy, że autorzy książki cieszyliby się z tego nowego wydania tak bardzo jak my.

Katarzyna Wiwer i Rafał Monita

Hanna Pieńkowska
urodziła się 22 września 1917 r. w Żytomierzu jako jedyne dziecko Stefana Kazimierza Pieńkowskiego i Wiktorii Heleny z Sawickich. Ojciec był wybitnym lekarzem neurologiem i psychiatrą, docentem Uniwersytetu Warszawskiego, potem, od roku 1932 profesorem nadzwyczajnym i dyrektorem kliniki neurologiczno-psychiatrycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zamordowany został przez Rosjan w Katyniu.
Zdawszy w 1935 r. maturę w Gimnazjum ss. Urszulanek w Krakowie, rozpoczęła dalszą naukę w Szkole Sztuk Zdobniczych. Po roku nauki tam podjęła w 1936 r. studia z historii sztuki jako studentka zwyczajna na Wydziale Historyczno-Filozoficznym UJ. W ciągu trzech lat studiów, do wybuchu wojny, wszystkie egzaminy zdała z bardzo dobrym wynikiem. Podczas okupacji niemieckiej, by utrzymać matkę i siebie, pracowała zawodowo w różnych instytucjach i równolegle ­kontynuowała dalsze studia na tajnych seminariach historii sztuki w Krakowie. W ich trakcie przygotowała pracę magisterską na temat Średniowiecznych witraży w kościele Bożego Ciała w Krakowie. Obroniła ją w lipcu 1945 r. i uzyskała magisterium filozofii w zakresie historii sztuki. Niebawem, we wrześniu tegoż roku rozpoczęła pracę zawodową początkowo jako referentka, później zastępca konserwatora w Wydziale Kultury i Sztuki Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie i rychło stała się bliskim współpracownikiem prof. Józefa E. Dutkiewicza, który z początkiem 1946 r. objął funkcję konserwatora zabytków. W owych początkowych latach swej pracy zajmowała się pracami badawczymi i konserwatorskimi nad zabytkami sztuki cerkiewnej na zachodniej Łemkowszczyźnie, co zainspirowało ją do napisania, pod kierunkiem prof. Wojsława Molè, rozprawy doktorskiej Ikony sądeckie XVII i XVIII wieku – pogranicze idealizmu i realizmu, obronionej w grudniu 1950 r. na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po przeszło dwudziestu latach opublikowała jej obszerne fragmenty na łamach „Rocznika Sądeckiego” (tom 12, za rok 1971). 1 września 1951 r. objęła stanowisko Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Krakowie i piastowała je nieprzerwanie do czasu reformy administracji państwowej w 1975 r. W związku z reformą, 1 czerwca tegoż roku została odwołana z funkcji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Krakowie, a następnie, 1 września, powołana na stanowisko pełnomocnika Generalnego Konserwatora Zabytków na teren Polski południowej. Zmarła 18 czerwca 1976 r. w Krakowie, nie doczekawszy finału swojej habilitacji po przedłożeniu cennej, gruntownej rozprawy Związki artystyczne terenów przykarpackich w dobie kontrreformacji. (Polichromia kościoła w Orawce), napisanej w latach 1972–1973. Pochowana została w Krakowie, na Cmentarzu Rakowickim.
Jej zasługi dla ratowania zarówno poszczególnych zabytków, jak i całych ich zespołów na górskich obszarach Małopolski, w tym także na całym polskim Podtatrzu, są ogromne. To jej inicjatywie zawdzięczamy objęcie kompleksową ochroną zespołu zabudowy wiejskiej w Chochołowie i zespołu zabytkowych chałup przy ul. Kościeliskiej w Zakopanem, czy też staranną konserwację zabytków in situ (np. kościółków w Dębnie, Grywałdzie, Trybszu, Orawce, Frydmanie, Białce Tatrzańskiej, zamku niedzickiego, dworu Tetmajerów w Łopusznej). Walczyła również o zachowanie zabytków budownictwa pasterskiego na tatrzańskich halach. Dzięki jej działaniom ­powstał Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej, którego organizacji i rozbudowie poświęciła wyjątkowo dużo. Angażowała się również wydatnie przy zakładaniu Sądeckiego Parku Etnograficznego. Pod jej kierunkiem, przy współpracy z prof. Gerardem Ciołkiem, powstały założenia teoretyczne i przygotowane zostały materiały dokumentacyjne dla planowanego Podhalańskiego Parku ­Etnograficznego, a także skansenu Doliny Dunajca w Łopusznej. Podjęła trud walki o ratowanie unikatowego ­budownictwa pasterskiego na obszarze Tatrzańskiego Parku Narodowego. To oczywiście nieliczne, ograniczone tylko do rejonu Tatr i Podtatrza, przykłady jej zaangażowania w ochronę dóbr kultury materialnej. Można oczywiście przytoczyć ich znacznie więcej, bo obejmują one rozległy obszar Karpat i Podkarpacia od Żywiecczyzny po Łemkowszczyznę, a także obszary nizinne południa Polski.
Problematyce zabytkowego budownictwa drewnianego w górach poświęciła szereg rozpraw, np. Zagroda sołtysów Moniaków w Zubrzycy Górnej („Ochrona Zabytków nr 8/1955), Zagadnienia budownictwa drewnianego ziem górskich („Postępy Nauk Rolniczych” nr 6/1959), Orawski Park ­Etnograficzny w Zubrzycy Górnej. Z notatnika konserwatorskiego („Materiały i Sprawozdania Konserwatorskie Województwa Krakowskiego” 1959), Budownictwo pasterskie jako element kultury duchowej i materialnej w Tatrach („Teka Komisji Urbanistyki i Architektury” nr 6/1972), Podhalański Park Etnograficzny („Sprawozdania z Posiedzeń Komisji Naukowych Oddziału PAN w Krakowie” t. XVI/I, 1972), Stare i nowe budownictwo w górach („Wierchy” t. 45, 1976).
W swej twórczości naukowej szczególnie interesowała się malarstwem ściennym i tej problematyce poświęciła szereg nader cennych artykułów i rozpraw. Tej dziedziny obszaru Podtatrza dotyczą m.in. następujące jej publikacje: Dekoracja malarska kościoła w Orawce („Polska Sztuka Ludowa” nr 6/1953), Biedny Łazarz z Orawy (w: Granice sztuki, Warszawa 1972), Treści ideowe polichromii w Orawce („Sprawozdania z Posiedzeń Komisji Naukowych Oddziału PAN w Krakowie” t. XVIII//I, 1975), Malowidła ścienne kościołów drewnianych Małopolski południowej („Karpaty” z. 1–2/1975), Nástěnné malby dřevěných kostelů v krakovské oblasti („Památková péče” 5/1975). Tej tematyce poświęciła również wspomnianą wyżej swoją pracę habilitacyjną, której fragmenty po latach zostały pomieszczone w pięknej monografii orawczańskiego kościoła (Kraków 1999), wydanej staraniem ks. Władysława Pilarczyka.
Była prekursorką metodyki planowania i czynnej ochrony kompleksowo pojmowanego krajobrazu kulturowego obejmującego zarówno wytwory rąk ludzkich, jak i dzieła natury. Wprowadziła do nauki pojęcia „muzeów przestrzennych” i „zabytkowych struktur przestrzennych” jako kompleksów obejmujących walory kulturowe i przyrodnicze, poddanych spójnej ochronie, poświęcając tej problematyce szereg swoich studiów i wystąpień.
W swej działalności nie unikała popularyzacji nauki, publikując m.in. na łamach „Wierchów” omówienia aktualnych zagadnień i prac konserwatorskich na Podhalu (t. 22/953, 23/1954, 24/1955). Inspirowała i propagowała społeczny ruch ochrony zabytków. Angażowała się w tym celu w kontakty z regionalnymi organizacjami społecznymi, z ruchem krajoznawczym i turystycznym. Udało się jej zainicjować działalność społecznych opiekunów zabytków PTTK, co przyniosło niemałe skutki konserwatorskie.
Nie była uczoną zza biurka, miała żywy, autopsyjny kontakt z terenem poprzez wędrówki po szlakach Beskidów, Podhala, Tatr i Jury. Warto też wiedzieć, iż ok. połowy lat sześćdziesiątych, a więc będąc już w dojrzałym wieku, zaczęła uprawiać wspinaczkę, najpierw w podkrakowskich skałkach, a potem w Tatrach, gdzie m.in. przeszła północną ścianę Giewontu (lewym ograniczeniem Szczerby), grań Zawratowej Turni i skalne fragmenty w rejonie wierzchołka Żabiego Szczytu Wyżniego. Swego taternictwa nie traktowała sportowo, wyczynowo. Była to raczej wspinaczka rekreacyjna, ale – jak podkreślał Roman Lazarski, jej wspinaczkowy partner – wykazywała się przy tym „wysoką fizyczną sprawnością i rzadko spotykanymi walorami psychicznymi”.
Efektem jej podtatrzańskich wędrówek, które odbywała wraz z mężem Tadeuszem Staichem, jest napisana przez nich znakomita, wydana w 1956 r., książka Drogami skalnej ziemi, określona przez Juliusza Zborowskiego mianem „biblii podhalańskiej”, za którą w roku 1957 oboje otrzymali nagrodę literacką Zakopanego. Jak wspominał Marian Kornecki, podczas swoich wędrówek po podhalańskich wsiach wszędzie pozyskiwała sobie przyjaciół i była „znana i szanowana przez szeroki krąg czasem całkiem prostych ludzi”, których zdobywała „dla wielkiej sprawy ratowania świadectwa przeszłości kulturowej”. Inną jej pracą popularyzacyjną jest niewielka, wydana pod auspicjami Muzeum Tatrzańskiego w 1961 r., książeczka Podtatrzańskie obrazy na szkle.
Położyła też ogromne, praktyczne i organizacyjne zasługi przy ratowaniu najszerzej pojmowanej substancji zabytkowej obszaru Polski południowej. Nierzadko z pasją interweniowała w sytuacjach zagrażających zabytkom. Wiele z nich właśnie jej zawdzięcza swoje przetrwanie.
Była autorką pierwszego w Polsce kompleksowego, przestrzennego programu konserwatorskiego i rozwoju muzeów regionalnych, opartego na przykładzie południowej Małopolski, który ‒ po dyskusjach ze współpracownikami ‒ chciała odnieść do całego kraju.
Oprócz zajęć konserwatorskich działała również na wielu forach organizacyjnych. Była członkinią Polskiego Komitetu Narodowego International Council of Museums (ICOM) oraz International Documentation Centre on Sites and Monuments (ICOMOS), Sekcji Muzeów i Ochrony Zabytków Rady Kultury przy Ministrze Kultury i Sztuki, Komisji Teorii i Historii Sztuki Oddziału Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, wreszcie Oddziału Krakowskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki, któremu przewodniczyła w latach 1966‒1970.
W 1977 r. Tadeusz Chrzanowski rzucił myśl, by jej imieniem nazwać Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej, będący ‒ jak napisał ‒ „jej pierwszym i w pełni własnym dziełem” na polu realizacji tego typu obiektów w Małopolsce, dodajmy ‒ nie jedynym.
Została upamiętniona pamiątkowym głazem z okolicznościową inskrypcją głazie (Hannie Pieńkowskiej − semper fidelis Zubrzyca, A.D. 1984), wykonaną przez ludowego rzeźbiarza Alojzego Śmiecha, ustawionym w 1984 r. przed Dworem Moniaków na terenie Orawskiego Parku Etnograficznego, a także utworzoną w 1984 r. przez Stowarzyszenie Konserwatorów Zabytków Nagrodą im. Hanny Pieńkowskiej i Jerzego Łomnickiego, przyznawaną za wybitne zasługi w dziedzinie konserwatorstwa. Jej hasła osobowe znalazły się w Polskim Słowniku Biograficznym (t. XXVI, 1981), Encyklopedii Krakowa (2000), w słowniku Etnografowie i ludoznawcy polscy (t. I, 2002), Słowniku biograficznym historii Polski (t. II, 2005) oraz w Polskim Słowniku Biograficznym Konserwatorów Zabytków (z. 2, 2006).
Reaktywowany w 1979 r. po wieloletnim niebycie „Rocznik Podhalański” w krótkim wspomnieniu poświęconym Hannie Pieńkowskiej zapowiedział „obszerne studium poświęcone Jej życiu i twórczej pracy”, które miało zostać pomieszczone w jednym z następnych tomów. Do tej pory jednak takie opracowanie nie ukazało się na jego łamach.

Tadeusz Staich
urodził się 6 września 1913 r. w Bobrku (powiat chrzanowski). Był jedynym dzieckiem Kazimierza Józefa Staicha, kierownika miejscowej szkoły ludowej, oraz Marianny (Marii) z Fukaczów, nauczycielki w tamtejszej prywatnej szkole zakładu sióstr szarytek.
Po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował naukę w gimnazjum pijarów w Krakowie, a potem był uczniem kolejno Korpusu Kadetów w Chełmnie na Pomorzu, Gimnazjum Koedukacyjnego im. ks. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu oraz Państwowego Gimnazjum im. Stanisława Staszica w Chrzanowie, gdzie w 1934 r. zdał maturę. W chrzanowskim gimnazjum zdobywał redaktorskie szlify, redagując szkolne, wydawane drukiem pisemko „Nad poziomy”. Już po maturze został pomocnikiem redaktora w „Echu Chełmka” – tygodniku Polskiej Spółki Obuwia Bata, gdzie od 1935 r. publikował swoje wiersze i felietony. Poznał wtedy Alojzego E. Gabesama, ówczesnego prezesa Spółki Bata, człowieka niezwykłej wiedzy i kultury, który – jak Staich po latach wspominał – „równie znał się na butach i na poezji”. Wypożyczył on kiedyś od Staicha brulion z jego ­poezjami i, zapoznawszy się z nimi, postanowił zasponsorować ich druk. Dzięki temu w 1939 r. ukazał się duży debiutancki tom Staichowych wierszy, zatytułowany Deszcz za oknem, z piękną okładką zaprojektowaną przez Franciszka Seiferta, zawierający m.in. cykl wierszy tatrzańskich Tatrami, od dawna będący białym krukiem.
Swoje zachłyśnięcie się, dodajmy – na całe życie, światem gór i góralszczyzną zawdzięczał Staich stryjowi, ks. Władysławowi Staichowi, w początkach swej działalności duszpasterskiej ekspozytowi w Klikuszowej, po pierwszej wojnie światowej członkowi Narodowego Komitetu Obrony Spisza, Orawy, Czadeckiego i Podhala, później wybitnemu teologowi i kaznodziei krakowskiemu, wieloletniemu kapelanowi Cmentarza Rakowickiego. To właśnie pobyt u stryja w Klikuszowej zrodził u młodego Tadeusza ową fascynację światem gór i góralszczyzną.
W latach 1935–1938 Staich studiował polonistykę w Państwowym Pedagogium w Krakowie. Był to okres intensywnego rozwoju jego artystycznej osobowości na polu literackim i teatralnym. Pisywał poezje, chętnie publikowane przez „Kurier Literacko-Naukowy”, na pewien czas związał się z awangardowym teatrem malarzy i literatów Cricot, występował też w krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia, gdzie czytywał swoje wiersze.
Wybuch wojny zmienił status artystycznej działalności Staicha z legalnej na nielegalną, podziemną. W 1940 r. założył konspiracyjny teatr młodzieżowy Studio 41, w którym pełnił funkcję kierownika artystycznego i reżysera. Do historii przeszła jego inscenizacja Wesela zrealizowana 13 lipca 1941 r. w Bronowicach – z muzyką Bronisława Wallek-Walewskiego i z udziałem m.in. Karola Wojtyły.
W kwietniu 1943 r. w grupie młodzieży powiązanej z Szarymi Szeregami, w której był także Staich, powstała myśl o powołaniu do życia pisma o charakterze społeczno-kulturalnym „Watra”. Pomysł tytułu wyszedł od rozmiłowanego w podhalańskiej góralszczyźnie Staicha. On też został redaktorem naczelnym pisma i na jego łamach propagował swój apolityczny program, łączący się z górami poprzez odwołania do idei regionalistycznych Orkana, Witkiewicza i Wyspiańskiego.
Z „watrzańskiego” środowiska wyszła również inicjatywa wydania antologii polskiej poezji z lat 1939–1943, pt. Krwawe i zielone, którą Staich opracował i poprzedził swoją przedmową. Antologia, jedyne tego rodzaju wydawnictwo podziemnego Krakowa, ukazała się w grudniu 1943 r. Znalazły się w niej także jego wiersze.
Od początku okupacji Staich pracował legalnie jako nauczyciel w różnych krakowskich szkołach powszechnych. Zmiany miejsca zatrudnienia wymuszone były koniecznością zapewnienia sobie materialnej egzystencji, ale zarazem miały na celu ochronę działalności konspiracyjnej, Staich bowiem nie tylko nielegalnie prowadził tajne komplety nauczania historii i literatury polskiej, lecz także był zaangażowany w innego typu działalność podziemną.
W jego okupacyjnej biografii szczególnie zapisał się dzień 3 maja 1943 r., kiedy to koledzy podłączyli go do sieci głośników niemieckich, przez Polaków nazywanych szczekaczkami, założonej na krakowskich Plantach. Staich wygłosił wówczas okolicznościowe przemówienie i swój własny Wydarty pięściom wiersz. Na zakończenie tego szczególnego radiowego występu odegrał na organkach polski hymn.
Kilkanaście dni później, 14 maja 1943 r., uczestniczył w głośnym zamachu na Edmunda Półtoraczka, prowokatora i zdrajcę, wykonując wyrok podziemnego Sądu Specjalnego Cywilnego Okręgu Krakowskiego.
8 maja 1944 r. Gestapo aresztowało redaktorów „Watry” i innego pisma podziemnego – „Na ucho”. Staich uniknął aresztowania, bowiem szczęśliwie spóźnił się na umówione wcześniej spotkanie zespołów obu redakcji. Dwa dni później aresztowany został jego ojciec, on sam zaś opuścił Kraków i jako żołnierz AK odcinka „505 – Beton” znalazł się w Beskidzie Średnim. Przebywał tam do 20 listopada, po czym ukrywał się w Krakowie aż do opuszczenia go przez Niemców.
Niebawem po wyzwoleniu miasta rozpoczął pracę w krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia jako referent literacki i spiker. Wkrótce przeniesiono go do Katowic na stanowisko sekretarza wydziału programowego, niebawem jednak – na własną prośbę – został spikerem śląskiej rozgłośni. Na tym stanowisku pozostawał do 9 maja 1947 r. Zwolniony z pracy z powodów politycznych, zagrożony nawet aresztowaniem, powrócił do Krakowa, po czym przeniósł się do Zakopanego. Przez krótki czas był tam nauczycielem języka polskiego w Publicznej Średniej Szkole Zawodowej, a od września 1948 r. zajął się przewodnictwem górskim – tatrzańskim i podhalańskim, początkowo jako tzw. kierownik wycieczek, potem jako przewodnik (tatrzański III klasy i podhalański I klasy). W tym okresie był wykładowcą na kursach przewodnickich. Jako przewodnik i wyborny mówca cieszył się dużym wzięciem.
W swej praktyce przewodnickiej starał się unikać banału, propagował więc, zarówno wśród organizatorów wypoczynku, jak i pośród prowadzonych przez siebie turystów, trasy nietypowe, dające możliwość poznania mało znanych zakątków Tatr i Podtatrza. Przykładem mogą być czternastodniowe włóczęgi turystyczno-krajoznawcze pod nazwą „Drogami skalnej ziemi”, zaproponowane i organizowane przez niego w latach 1952 i 1953 dla Przedsiębiorstwa Ośrodków Wypoczynkowych „Orbis”. Prowadził te wędrówki wspólnie z Kazimierzem Dziobem, a hasło, pod którym przebiegały, za parę lat miało stać się tytułem wspaniałej książki nagrodzonej w 1957 r. Nagrodą Literacką Zakopanego, napisanej przez Staicha wspólnie z żoną – Hanną Pieńkowską.
Jak wysoką rangę zajęło to dzieło w dziejach literatury tatrzańsko-podhalańskiej, dowodnie świadczy ocena wystawiona mu przez Jacka Kolbuszewskiego, historyka literatury i kultury, najwybitniejszego znawcę polskiej literatury górskiej, który bez wahania zestawił je w jednym rzędzie z Dziennikiem podróży do Tatrów Goszczyńskiego i Na przełęczy Witkiewicza.
Staich czynnie angażował się w działalność organizacyjną na polu przewodnictwa. Należał (razem z Witoldem H. Paryskim i Kazimierzem Dziobem) do tych przewodników, którzy sprzyjali rozwojowi przewodnictwa tatrzańskiego poza ośrodkiem zakopiańskim. Sprawami przewodnictwa zajmował się również na forum Komisji Turystyki Górskiej Zarządu Głównego PTTK w Krakowie, której członkiem był w latach 1956–1960 i 1968–1977. Swej społecznej działalności w PTTK nie ograniczał tylko do spraw przewodnictwa. W latach 1951–1965 pełnił też funkcję sekretarza Podhalańskiej Komisji Opieki nad Zabytkami Oddziału Zakopiańskiego PTTK. W roku 1975 został powołany w skład komitetu redakcyjnego „Wierchów”, w którym pozostawał aż do śmierci.
Poza przewodnictwem Staich imał się innych zawodów. W latach 1969–1976 pracował w Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie. Okazjonalnie podejmował też pracę pedagogiczną w zakopiańskim Technikum Tkactwa Artystycznego i Zasadniczej Szkole Zawodowej im. Heleny ­Modrzejewskiej, gdzie prowadził zespół małych form teatralnych dla młodzieży, oraz w Społecznym Ognisku Muzycznym w Zakopanem, gdzie uczył dykcji i gwary podhalańskiej. W 1978 r. przyznano mu emeryturę twórczą.
W 1972 r. został członkiem Związku Podhalan i od razu aktywnie włączył się w działalność stowarzyszenia. Warto nadmienić, że już wcześniej (od 1958 r.) był członkiem Związku Górali Tatrzańskich – organizacji kontynuującej tradycje dawnego Związku ­Podhalan i antycypującej działalność obecnego Związku. W 1975 r. opracował deklarację ideowo-
-programową Związku, a w latach 1976–1984 należał do jego władz naczelnych. W 1976 r. został obdarzony godnością członka honorowego Związku, a także (w 1977 r.) członka honorowego Koła im. Władysława Orkana Związku Podhalan w Północnej Ameryce.
Z jego to inicjatywy powstała w 1985 r. Oficyna Wydawnicza Związku Podhalan, w której objął funkcję przewodniczącego kolegium redakcyjnego.
Udzielał się społecznie również na wielu innych polach. Zaraz po przybyciu do Zakopanego został członkiem Koła Pisarzy i Artystów Podhalańskich. Od samego początku też nosił się z myślą powołania do życia lokalnego pisma. Proponował następujące warianty tytułu: „Dziedziny”, „Życie Zakopanego”, „Perć”, „Watra”, „Tygodnik Podhalański”, „Życie Tatrzańskie” oraz „Droga”, „Tygodnik Tatrzański” i „Podhale”. Jesienią 1956 r., na fali przemian społeczno-politycznych polskiego Października, udało się doprowadzić do powstania takiej lokalnej gazety – „Życia Zakopanego”, a Staich został jej redaktorem naczelnym. W latach 1956–1957, w okresie odwilży, był członkiem prezydium zakopiańskiej Miejskiej Rady Narodowej.
W 1957 r., w ramach Towarzystwa Miłośników Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, powołał do życia Studium Słowa – teatr dramatu czytanego, zwany Teatrem przy Stoliku, i do roku 1970 był kierownikiem artystycznym i reżyserem tego zespołu. Jako autor współpracował ze słynną Szopką Zakopiańską prezentowaną przez kabaret Zaskroniec.
Jako słuchacz, ale i – wiele razy – jako prelegent brał żywy udział w organizowanych od 1955 r. przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Zakopanem tzw. Czwartkach Literackich.
Działał w zespole redakcyjnym „Podhala”, jednodniówki Związku Podhalan, w komitecie redakcyjnym „Zowaternika”, biuletynu Oddziału Zakopiańskiego, a następnie w komitecie redakcyjnym „Podhalanki”, jednodniówki Związku Podhalan. Gdy w 1981 r. „Podhalanka” zyskała status normalnego pisma, został jej redaktorem naczelnym i pełnił tę funkcję aż do śmierci.
W roku 1972 rzucił pomysł, by w ramach odbywającej się corocznie Tatrzańskiej Jesieni, organizować konkurs poetycki na wiersz o tematyce górskiej. Był z tym konkursem różnorodnie związany, raz jako jego uczestnik, kiedy indziej zaś jako gospodarz i konferansjer. Po śmierci Staicha konkurs został nazwany jego imieniem i jest po dzień dzisiejszy uznanym elementem życia kulturalnego pod Giewontem. Jako wyśmienity znawca gwary i folkloru podhalańskiego bywał też zapraszany do jury Sabałowych Bajań i Poroniańskiego Lata.
Przez długi lata swego pobytu w Zakopanem współpracował na niwie dziennikarskiej z wieloma rozmaitymi pismami, w których publikował felietony.
Choć był bardzo obciążony pracą zawodową, dziennikarską i społeczną, nigdy nie porzucił własnej twórczości artystycznej i naukowej, inspirowanej przede wszystkim kulturą i krajobrazem Podtatrza. Poza wspomnianą „biblią podhalańską”, czyli księgą Drogami skalnej ziemi, wydał ­Harendę. Krajobraz – przeszłość – teraźniejszość (1976), oraz poradniki metodyczne dla przewodników: Z Zakopanego do Pienin (1963, 1972) i Na Polskiej Orawie (1976). Pośmiertnie wydane zostało jego Dębno cudami słynące (1988). W jego prozatorskim dorobku znalazł się też tom opowiadań przewodnickich pt. Góry wołają (1964, 1994, 2014, 2018).
Poetycka twórczość Staicha rozproszona jest po wielu czasopismach i antologiach. Za życia, poza wspomnianym już przedwojennym, debiutanckim tomem poezji, doczekał się jedynie wydania tomiku Tańczą górale (1985). W latach 1991–2002 wdowa po nim, Zofia Stojakowska-Staichowa, ­wydała z ineditów osiem bibliofilskich tomików jego wierszy: Wakacje w Nałęczowie (1991), Ballada o legendzie i prawdzie (1991), Kolędy (1991), Podhale (1992), Pieniny (1992), Tatrami (1993), Słowo w szkle (1993), Kroki w słowach (2002). Jego poezje znalazły się nadto w różnych antologiach poetyckich. Parał się również dramatopisarstwem.
Podobnie jak twórczość artystyczna również jego zainteresowania naukowe wyrastały z zauroczenia podtatrzańską krainą. Znalazło to odbicie w esejach naukowych jego autorstwa, w których skupiał się głównie na podhalańskiej literaturze gwarowej, że przykładowo wymienimy tu następujące publikacje: O poezji pasterskiej (Pasterstwo Tatr Polskich i Podhala, tom VII, Wrocław et el. 1975), Gwara i piśmiennictwo chłopskie Podhala (Góry w polskiej literaturze współczesnej. Sympozjum. Kraków 9 i 10 listopada 1979 r., Kraków 1981), Motywy religijne w poezji chłopskiej Podhala („Studia Pelplińskie” 1984) i szereg innych rozpraw dotyczących m.in. także obecności problematyki podhalańskiej w literaturze polskiej.
Staich odegrał ogromną rolę w inspirowaniu i promowaniu ludowej twórczości poetyckiej wśród samych Podhalan. Gdy w latach siedemdziesiątych był prezesem Klubu Literackiego ZLP w Zakopanem, zorganizował przy nim Sekcję Pisarzy Gwarowych (górali) i przygotował do druku wiele tomików podhalańskich twórców: Andrzeja Skupnia Florka, Wandy Czubernatowej, Zofii Gracy, Anieli Sobańskiej-Świerkowej, Franciszka Łojasa Kośli (1987), Antoniny Zachary-Wnękowej i Zofii Bukowskiej. Z oddaniem, często kosztem własnej twóczości, poświęcał się pracy nad edycjami tekstów góralskich autorów.
Jako świetny znawca gwary podhalańskiej i literatury ludowej powołany został na członka Sekcji Literatury Gwarowej Rady Naukowej Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie, w której działał w latach 1973–1981. Bywając w Lublinie, zżył się z tamtejszym środowiskiem ludzi gór i w efekcie – z jego inicjatywy – powstało tam w roku 1981 Ognisko Związku Podhalan, które wkrótce po jego śmierci obrało go za patrona.
Mniej znaną stroną twórczej aktywności Staicha jest współpraca z filmem oświatowym. Pisał scenariusze, udzielał konsultacji. Współdziałał na tym polu z wybitnymi twórcami krótkiego metrażu: Zbigniewem Bochenkiem, Januszem Czeczem, Tadeuszem Kallwejtem.
Polityką specjalnie się nie interesował, jednak jako człowiek silnie związany z ludowym nurtem kultury narodowej sympatyzował politycznie z partiami o chłopskim rodowodzie. Nie godził się z narzuconym Polsce porządkiem jałtańskim i jego eksponentami spod znaku PZPR, zatem nic dziwnego, że od lat sześćdziesiątych spotykał się z szykanami ze strony pezetpeerowskich kacyków Zakopanego, dla których solą w oku była jego niezależność i niepokorna postawa, a także aktywność, niemająca nic wspólnego z wytycznymi płynącymi z miejscowego komitetu partyjnego. Efektem tego były rozmaite trudności, które napotykał w codziennym życiu, objawiające się m.in. w niemożności pozyskania mieszkania w Zakopanem. Należy jednak zaakcentować, że o ile władze miasta, szczególnie zaś partyjne instancje, były wobec niego nieprzychylnie ustosunkowane, o tyle społeczność góralska obdarzała go pełnym zaufaniem i pośród niej cieszył się wielkim autorytetem.
Niełatwe warunki bytowania pod Giewontem i pogarszające się z upływem lat zdrowie zmusiły go wreszcie do zamieszkania poza Podhalem, w Krakowie.
Z perspektywy grodu pod Wawelem Staich z goryczą spoglądał na miniony, długi, zakopiański okres swego życia, owocny i pożyteczny dzięki jego pracy dla tamtejszej społeczności, jakże jednak trudny dla niego samego. Mimo to nadal trwała w nim ochota do dalszej pracy dla regionu.
Krakowskie, ostatnie lata życia Staicha były wszakże wypełnione nie tylko „podhalańską robotą”. Owszem, dominowała ona w jego rozlicznych zajęciach, ale poświęcał czas także społeczności krakowskiej i pozakrakowskiej. Różne środowiska – turystyczne, kościelne i inne – zapraszały go na wykłady i spotkania, na których był bardzo pożądanym gościem. Tylko w latach 1983–1987, odpowiadając na społeczne zapotrzebowanie, odbył ok. 160 takich spotkań w całej Polsce.
Zmarł w Krakowie 2 sierpnia 1987 r. Zgodnie ze swoim życzeniem pochowany został na Cmentarzu Rakowickim w grobie matki. Podczas mszy świętej sprawowanej w kolegiacie św. Anny przez kilku kapłanów, poprzedzającej ceremonię pogrzebową na cmentarzu, ks. Józef Tischner, główny celebrans, wygłosił pożegnalną homilię, w której niezwykle trafnie określił zmarłego mianem „sługi słowa”. Pogrzeb na Rakowicach okazał się prawdziwą manifestacją ludzi gór.
Pamięć o Tadeuszu Staichu jest rozmaicie kultywowana. Jego osoba, jak już wspomniano, patronuje Ognisku Związku Podhalan w Lublinie, zakopiańskiemu Studium Słowa, a także konkursowi poetyckiemu towarzyszącemu Międzynarodowemu Festiwalowi Folkloru Ziem Górskich w Zakopane. W Chełmku jedna z tamtejszych ulic została nazwana jego imieniem, a nadto w tamtejszym Parku Miejskim postawiono w 2009 r. dedykowany mu poetycki kamień pamięci. Przez lata Staich był patronem Księgarni Górskiej Miłosza Martynowicza w Zakopanem od jej powstania w roku 1991 do roku 2020, kiedy to zakończyła ona swoją pożyteczną działalność. Nadto na ścianie nałęczowskiej willi Pod Matką Boską, gdzie bywał na wypoczynku, umocowano upamiętniającą go tablicę; inną z kolei umieszczono w 2007 r. na murze Pęksowego Brzyzka w Zakopanem. Poświęcone mu także zostało sympozjum, na które przygotowano tom mieszczący teksty referatów (Tadeusz Staich – człowiek gór, sługa słowa. Materiały z sympozjum. Kraków, 6 grudnia 2003, Kraków 2003). Po kilkunastu latach został wydany obszerny, zbiorowy tom studiów i materiałów zatytułowany Tadeusz Staich (1913–1987). Studia, impresje, wspomnienia, inedita (Kraków 2014), będący, jak dotąd, najobszerniejszym kompendium wiedzy o jego osobie. Z kolei w roku 2016, w sześćdziesiętą rocznicę wydania Dróg skalnej ziemi redakcja kwartalnika „Tatry” przygotowała numer jesienny, w którym, traktując tę rocznicę jako leitmotiv, zgromadziła kilka obszernych artykułów poświęconych zarówno autorom księgi i ich dziełu, jak i historii kontynuacji ich działalności na polu ochrony zabytków na Podtatrzu. Hasła osobowe Staicha znalazły się w: Encyklopedii tatrzańskiej (1973) i Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej Paryskich (1995), Encyklopedii Krakowa (2000), Polskim słowniku biograficznym (t. XLI, 2002), Słowniku biograficznym historii Polski (t. II, 2005) oraz słowniku Etnografowie i ludoznawcy polscy (t. II, 2007).
Wiesław A. Wójcik

Władysław Werner
urodził się w Warszawie 30 czerwca 1922 r. Wydawało się, że pójdzie w ślady ojca – Symeon Kazimierz Werner (1893–1945), zawodowy żołnierz, tuż przed wybuchem II wojny w stopniu majora, był szefem wydziału budownictwa w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Pewnie dlatego Władysław (a wcześniej jego starszy brat Stanisław, 1919–1991) edukację pobierał w 1. Korpusie Kadetów we Lwowie. Szkoły nie zdążył ukończyć. W wrześniu 1939 r. jego ojciec wyjechał z Polski przez Rumunię, a matka Jadwiga (1893–1967) z Władysławem i najmłodszym z braci Markiem (1931–2007) wyjechała do rodziny, do Radomia. W 1941 r. wszyscy wrócili do Warszawy. Władysław kontynuował naukę na tajnych kompletach (matura w 1943 r.). Od 1942 r. należał do grupy pancerno-motorowej NSZ, później w 3. Batalionu Pancernego AK. Wybuch Powstania Warszawskiego zastał go w stolicy. W walkach brał udział aż do kapitulacji.
Stanisław i Władysław Wernerowie trafili do stalagu Sanbostel, ich matka z Markiem zbiegła z obozu przejściowego w Pruszkowie, a po wyzwoleniu zamieszkała w Lublinie. Starsi bracia odzyskali wolność w maju 1945 r., a rok później zostali przydzieleni do I Dywizji Pancernej. To zapewne tu Władysław po raz pierwszy zetknął się z fotografią – przez rok pracował jako laborant i fotoreporter w Sekcji Fotograficzno-Filmowej. Wrócił do kraju w 1947 r., zatrudnił się w Agencji Fotograficznej PP Film Polski. W 1949 r. został fotoreporterem pracującym dla CAF i przeniósł się do Zakopanego.
Od początku lat 50. jego zdjęcia zaczęły pojawiać się w czasopismach, książkach i albumach. Z czasem stał się jednym z czołowych fotografików zakopiańskich, swoje prace pokazywał na wystawach zbiorowych i indywidualnych. W 1954 r. został członkiem kandydatem ZPAF a w 1958 – członkiem rzeczywistym. W latach późniejszych pełnił funkcję kierownika delegatury nowosądeckiej ZPAF.
Władysław Werner po krótkiej chorobie zmarł w Warszawie 10 kwietnia 1982 r. Spoczął w kwaterze rodzinnej Cmentarza Wojskowego na Powązkach.
Zbigniew Ładygin

Od redakcji
Od autorów
Nota edytorska
O autorach
Przedsłowie
Wstęp autora do drugiego wydania

W Tatrach

Podhalańskie dziedziny
Dzianisz
Witów
Chochołów
Ciche
Ratułów
Nowe Bystre
Ząb
Międzyczerwienne
Podczerwone
Czarny Dunajec
Ludźmierz
Szaflary
Stare Bystre Zaskale Rogoźnik
Nowy Targ
Maruszyna
Biały Dunajec
Poronin
Harenda
Zakopane
Białka Tatrzańska
Groń Gronków
Ostrowsko
Waksmund
Łopuszna
Harklowa
Dębno
Maniowy
Czorsztyn

Na spiskiej i pienińskiej ziemi
Niedzica
Sromowce
Szczawnica
Krościenko
Niedzica
Spisz
Niedzica
Kacwin
Dursztyn
Łapsze Wyżne
Łapsze Niżne
Falsztyn
Frydman
Krempachy
Nowa Biała
Przełom Białki
Trybsz
Czarna Góra
Jurgów
Brzegi

Na Orawie
Piekielnik
Jabłonka
Chyżne
Lipnica Wielka
Lipnica Mała
Orawka
Podwilk
Zubrzyca

Słownik wyrażeń gwarowych
Literatura przedmiotu
Indeks osób i miejsc

Może spodoba się również…

Kategorie
[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]
f
(212) 862-3680 chapterone@qodeinteractive.com
[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]
Get on the list


    Free shipping
    for orders over 50%
    Instagram
    Social
    Newsletter

    Otrzymuj aktualne informacje o nowych publikacjach Astraia